Tomasz Terlikowski patrzy na orkan

Bardzo interesująco (zarówno dla niewierzących jak i wierzących) napisał o orkanie pustoszącym Polskę Tomasz Terlikowski. Taka katastrofa na początek Adwentu to dla publicysty znak dany nam od Boga, znak nawołujący do nawrócenia i życia w ciągłym oczekiwaniu na śmierć. Od siebie dodałbym zapomniany nieco termin „bojaźń boża”. Niewątpliwie ekstrema pogodowe mogą ją budzić:

http://tiny.pl/qwqgf

Wydaje mi się jednak, że czegoś w tym tekście brakuje. Ani słowa o tym, co postawieni przed naprawdę potężnymi zjawiskami atmosferycznymi wierzący powinni robić. Modlić się? Chodzić do spowiedzi, myśleć o kruchości żywota, żyć tak, jakby życie mogło skończyć się lada chwila? To, co niewierzący interpretują po prostu jako świadectwo niszczących możliwości sił przyrody, interpretować jako głos Pana, ukryty w wyciu wichru? Tak, oczywiście. Założenie, że chrześcijanin postawiony w obliczu takich zdarzeń powinien wyłącznie modlić się, jest mi jednak z gruntu obce. Owszem, kiedy wieje, nie pozostaje nic innego, kiedy jednak wiać przestaje, wypada uruchomić intelekt dany nam przez Boga. Wypada zastanowić się nad przyczynami i nad tym, czy możemy coś z nimi zrobić, ergo: czy  niezależnie od naszych wysiłków d o k o n a ł o    s i ę, i Terlikowskiego oraz moje dzieci za kilkadziesiąt lat będą miały nad głową zimowe orkany o jeszcze większej sile, czy też coś jednak możemy zrobić, by rozszalałe żywioły choć odrobinę spuściły z tonu.

Większość klimatologów (niezależnie od przekonań religijnych lub ich braku) twierdzi, że nawet jeśli dziś, od teraz, ludzkość jak jeden mąż podejmie radykalne działania zmierzające do ograniczenia emisji CO2, to klimat rozhuśtał się tak mocno, że najbliższe dekady upłyną pod znakiem ekstremów pogodowych w rodzaju tego, który właśnie przetoczył się nad naszymi głowami. Nawet jeśli mają rację, to warto zrobić wszystko, tu, na ziemi, na tym materialnym łez padole, by siłę zmian klimatycznych zminimalizować. Jest to możliwe, choć nie odczujemy tego ani my, ani, być może, nawet nasze dzieci. Jednocześnie jest to konieczne. W Europie Zachodniej i Ameryce Południowej ruchy chrześcijańskie, które tę konieczność rozumieją i mocno angażują się w szeroko rozumianą ochronę środowiska, uznawane są za oczywistość. U nas to fanaberia. Chrześcijanin nie jest bezradny. Nie ma sprzeczności między modlitwą i zaangażowaniem w walkę ze zmianami klimatu.

Choć niewątpliwie momenty, kiedy w starciu z żywiołami nie pozostanie nic innego oprócz modlitwy, będą wierzącym przydarzać się częściej niż kiedyś.

mol

 

 

 

 

 

5 myśli nt. „Tomasz Terlikowski patrzy na orkan

  1. ~andrzej

    No właśnie. Zdanie zaczerpnięte z Biblii: „czyńcie sobie ziemię poddaną” bierzemy sobie niestety zbyt dosłownie. Zapominamy, że w oryginale niesie ono nieco inne przesłanie. Mam nadzieję, że chrześcijanie – ale nie tylko oni – zaczną traktować Ziemię jak DOM, o który jeśli nie zadbamy to zwyczajnie się rozsypie. Może porównanie nie do końca dobre, bo Ziemia bez nas poradzi sobie doskonale, a DOM niestety nie 🙂

    Odpowiedz
  2. ~bolek

    Rozumiem, że pan uruchomił już swój intelekt i obliczył wpływ CO2 emitowanego ze spalania gazu ziemnego, a nieuznawanego za zwiększający efekt cieplarniany oraz wpływ CO2 z węgla kamiennego, który ten efekt podobno zwiększa.

    Odpowiedz
    1. ~Irek

      @bolek,
      myślisz, że kogoś zaszachowałeś tym pytaniem?
      Średnio można liczyć, że emisja przy spalaniu gazu ziemnego do ogrzewania, jest 2x niższa niż przy ogrzewaniu piecem na węgiel.

      Odpowiedz
    2. ~rudy013

      @bolek: Ależ różnica jest bardzo łatwa to zauważenia. Gaz ziemny to w większości metan, czyli CH4. Spala się go zgodnie ze wzorem:
      CH4 + 2O2 => CO2 + 2H2O
      a ciepło spalania to 891 kJ/mol. Tymczasem węgiel, w najlepszych możliwych warunkach, spalamy wg wzoru:
      C + O2 => CO2
      a ciepło spalania to 393 kJ/mol. Z tego wniosek, że żeby uzyskać ze spalania węgla tę samą ilość ciepła co ze spalania metanu, musimy wyemitować do atmosfery ok. 2.26 razy więcej CO2.

      To nie jest tak, że gaz ziemny nie wpływa na efekt cieplarniany, ale przejście z węgla kamiennego na gaz ziemny istotnie zmniejsza emisję gazów cieplarnianych (uprzedzając uwagę: para wodna nie jest gazem cieplarnianym, bo jej obecność w atmosferze jest w równowadze z wodą w stanie płynnym – chmurami)

      Odpowiedz
      1. ~bolek

        tak to uczyliśmy się w szkole podstawowej. Wskaźniki emisji CO2 na 1 kg masy paliwa różnią się o ok. 40%, co istotnie zmienia ocenę

        Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *