Przyjdzie Biernat i wyrówna

Nie ma to jak mocne uderzenie na początek ministerialnej kariery. Andrzej Biernat, nowy minister sportu, nagrodzony teką za lojalność w trudnych dla Platformy momentach, spotkał się w Wierchomli z branżą narciarską i złożył daleko idące obietnice. Staje się dobrą choć niebezpieczną tradycją tego rządu, że gdzie nie wyruszą jego posłańcy, tam składają deklaracje. Wychwalana pod niebiosa minister Bieńkowska i mniej wychwalany minister Piechociński zapewnili na przykład ostatnio w Mysłowicach górników o „solidarnej obronie dobrego imienia węgla przez cały rząd”. Szkoda, że nie zapytali, dlaczego na hałdach, mimo sezonu zimowego, piętrzą się miliony ton niesprzedanego węgla i dlaczego ten węgiel jest niemal dwa razy droższy niż zagraniczny. Rząd chce najwyraźniej bronić tego, co nieopłacalne, zbyt drogie i co w konsekwencji obciąża rachunki nas wszystkich.

Podobną ścieżką podąża minister Biernat, który w Wierchomli zaproponował, by na Kasprowym zbudować sztuczny zbiornik do naśnieżania. Zapowiedział również zmiany w prawie, które mają ułatwić rozwój rzekomo poszkodowanej w Polsce branży narciarskiej:

http://bit.ly/1kC6qgf

Pierwszy pomysł należy włożyć między bajki z mchu i paproci. Jako żywo przypomina on scenę z filmu Barei „Poszukiwany, poszukiwana”, kiedy to dyrektor (ech, panie Dobrowolski, brakuje nam pana) nanosi poprawki  na makiecie osiedla. Bierze po prostu jezioro w palce i rzuca byle gdzie, żeby zrobić miejsce dla punktowca spółdzielczego. Podobnie min. Biernat. Za mało śniegu na Kasprowym? Słowacy zamiast zalesiać góry, rozwijają infrastrukturę? Dla wizjonera nie ma przeszkód. Bierze w palce zbiornik i kładzie go na Myślenickich Turniach. Hop, zrobione. Że bez sensu pomysł? Że Kasprowy mekką alpejską nigdy nie będzie? Nieważne. Ważne, by złożyć obietnice.

Znacznie bardziej niepokoi obietnica druga. Utarło się w Polsce, że branża narciarska nie ma tu możliwości rozwoju, że ekolodzy i urzędnicy gdzie tylko mogą, rzucają jej kłody pod nogi, utarło się, że gdyby nie wraże siły, południe Polski już dawno było potęgą alpejską, przy której Austria czy Szwajcaria mogłyby tylko cienko piszczeć. Informacja o ułatwieniach prawnych to nic innego jak ukłon w stronę tych, którzy chcieliby wchodzić w polskie góry jak w masło, przekonując, że żabki czy nietoperze muszą ustąpić ludziom. Branża jęczy, branża się skarży, branża ma poczucie, że zdycha śmiercią męczeńską, branża ma swoich wpływowych rzeczników (vide: pamiętna i mało merytoryczna filipika Kamila Durczoka w sprawie Beskidu Śląskiego). Jednocześnie branża nie wspomina, że tylko w tym sezonie otworzy od 7 do 9 nowych kolejek krzesełkowych, że wartość tegorocznych inwestycji przebiła inwestycje słowackie. Mało, mało, krzyczą. Zawsze za mało. Dzwonią do ministra Biernata, minister przyjeżdża, głową kiwa, zgadza się, mówi, macie rację, koledzy, mało. Obietnice składa.

Bierze w palce jezioro, za cywilizowanie gór się zabiera. Zachwycona branża klaszcze, wiedząc dobrze, że z raz złożonych obietnic politykom wycofać się jest bardzo trudno.

mol

Jedna myśl nt. „Przyjdzie Biernat i wyrówna

  1. ~kelenken

    Po odzyskaniu ministerstwa – wszak tylko faceci znają się na sporcie – branży narciarskiej powiał wiatr w żagle, a raczej pod narty. I nie spocznie w swych działaniach, dopóki w Polsce nie ostanie się ostatni zalesiony pagórek, który będzie można zamienić na stok narciarski z systemem wyciągów. No i żeby jeszcze rząd doprowadził pod ten stok drogę ekspresową ku wieczystej wygodzie narciarzy-kierowców.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *